3.
Serce wali mi jak młotem ze zdenerwowania. Chwila
zawahania, nie mogę zrozumieć, co się właśnie wydarzyło, ale już parę sekund
później instynktownie biegnę w stronę nieznajomego. Moje nogi są niepewne,
jakby zdrętwiałe z nadmiaru emocji, nie zauważając przeszkody na mojej drodze,
potykam się niezdarnie, ale na szczęście udaje mi się jakimś cudem zachować
równowagę i staję obok niego. Z niedowierzaniem przyglądam się tajemniczemu mężczyźnie.
Był młody i przystojny. Ba! Nieziemsko przystojny. Ma na sobie kimono, obok
leży miecz, a po brzuchu cieknie szkarłatna krew nieco rozmyta przez wodę. Jego
niesforne włosy są szare. Nagle słyszę szczekanie Rolfa i wybudzam się z
zamyślenia. Pochylam się nad nieznajomym, a widząc, że się poruszył i wypluł
wodę, która dostała mu się do ust, pytam przejęta.
- Wszystko w porządku? Co się stało?
Nieznacznie podnosi głowę i patrzy w moją stronę.
Nie mogę dostrzec jego oczu. Nagle wyciąga rękę w moją stronę, a następnie
ledwo słyszanym głosem wypowiada jedno słowo.
-M-Miwa?
To pytanie rozbrzmiewa w moich uszach, gdy mężczyzna
nagle opada na ziemię. Przyglądam mu się uważnie i zauważam, że stracił
przytomność. Wpadam w lekką panikę, mam masę myśli, ale najlepsze co mi
przychodzi do głowy to telefon do przyjaciółki. Mimo drżących rąk szybkim
ruchem wybieram numer i czekam na połączenie. Jeden sygnał i Vivi obiera.
- No hej Liv. Co jest?- z wielką
radością powitała mnie.
- Coś się wydarzyło… Ja… on… i… znikąd… - starałam
się ogarnąć myśli i zmienić je w sensowne słowa, ale nie bardzo mi to wychodzi,
jestem za bardzo zestresowana.
- Co jest? Co się stało? Nie rozumiem cię! –
odpowiedziała nieco zaniepokojona dziewczyna. Wytarłam nos grzbietem dłoni.
Cała się trzęsłam. Wzięłam głęboki oddech, żeby choć trochę się opanować, po
czym podjęłam ponowną próbę rozmowy.
-Pojawił się znikąd.
-Kto?
-On… Ja… byłam na spacerze z Rolfem, a on… się topił.
Topił się! – powiedziałam łamiącym się głosem. - Matko jak ja mam mu pomóc! Vivi
boję się.
- Czekaj, czekaj nadal nie do końca rozumiem o czym
ty mówisz.
- Nie mam czasu na tłumaczenie. Chcę go tylko
uratować! Muszę coś zrobić!
- Dobrze, wyjaśnisz mi później. Uspokój się, weź
głęboki oddech. Pamiętasz jak się robi pierwszą pomoc? – zapytała opanowanym
tonem. Pierwsza pomoc! Oczywiście, że pamiętam, w czasie całej mojej edukacji
każdy nauczyciel nam o tym mówił.
- Tak, wiem. Już się za to biorę. Dzięki, Vivi.
Odłożyłam telefon na bok, sprawnie związałam włosy w
koński ogon, żeby mi nie przeszkadzały i powoli się nachyliłam nad nim, żeby
sprawdzić czy oddycha. Jego klatka piersiowa unosiła się nieregularnie w
urywanym oddechu. Gdy miałam przejść do dalszej części pierwszej pomocy,
nieznajomy nagle się ocknął, patrzyliśmy przez chwilę na siebie badawczo.
Zamrugał kilka razy, a kilka sekund później odwrócił głowę i zaczął kaszleć,
dzięki temu pozbył się resztek wody, którą miał w ustach. Nie myśląc zbyt długo,
złapałam go za ramię, nie za mocno, ale pewnie i zapytałam.
- Wszystko z Panem w porządku? Chce Pan pójść do
szpitala? Rozumiesz co mówię?
Odwrócił się w moją stronę, spojrzał mi głęboko w
oczy. Jego spojrzenie było chłodne przez co przeszły mnie dreszcze i na całym
ciele pokazała mi się gęsia skórka. Złapał za miecz, umieścił go za pasem i
wstał. Rozejrzał się wokoło, a następnie poszedł z powrotem do wody. Szybkim
krokiem, już stałam pewniej na nogach, pobiegłam za nim. Gdy go złapałam
zaczęłam krzyczeć zdenerwowana.
- Oszalałeś?! O mało co nie zginąłeś! Szybko wyjdź z
tej wody!
Spojrzał na mnie groźnie, milczał przez cały czas i
dalej wchodził coraz głębiej do wody, równocześnie ciągnąc mnie za sobą.
Rozkojarzona, nie wiedząc co robić, zawołałam krótko.
-Rolf!
Pies szybko wskoczył do wody i złapał nieznajomego
za kimono. Szarpaliśmy się w ten sposób przez chwilę, która wydawała się
wiecznością, a nieznajomy krzyczał coś, aż nagle złapała nas fala. Przez chwilę
nie wiedziałam co się dzieje, wypuściłam z rąk ramię mężczyzny i szybko
wydostałam się z głębszej wody do miejsca gdzie miałam podłoże, na którym
mogłam stanąć. Rozejrzałam się, a nie widząc nikogo wokoło, skamieniałam ze
strachu i bezradności. Po chwili zauważyłam jak mój dzielny pies ciągnie ciało
mężczyzny w stronę brzegu, szybko zbliżyłam się do niego by pomóc wydostać mu się
z wody. Położyłam go delikatnie na ziemi, na tyle na ile mogłam to zrobić przy
jego niemałej wadze, a przy mojej niedużej sile i sprawdziłam czy oddycha. Na
szczęście wszystko było w porządku, jedynie spał. Musi być wykończony, a i tak
robi szalone rzeczy. To jakiś wariat! I do tego przebieraniec. Westchnęłam,
usiadłam obok niego i złapałam za telefon. Ponownie zadzwoniłam do Vivi, żeby
jak najszybciej przyjechała na plażę. Kiedy zauważyłam auto mojej najlepszej
przyjaciółki zaczęłam energicznie machać w jej kierunku .
- Liv! Co tu się dzieje do jasnej anielki?! – zawsze
była opanowana lub przynajmniej sprawiała wrażenie opanowanej, ale tym razem
było słychać panikę w jej głosie. W sumie to nie ma co się jej dziwić, ja
również byłam zestresowana cała tą sytuacją.
- Nie pora na tłumaczenie. Szybko musimy zawieść go
do mieszkania inaczej się przeziębi. Tam wszystko na spokojnie Ci wytłumaczę. –
odparłam i wstałam na równe nogi. Już nie drżałam jak przedtem, byłam nieco
spokojniejsza.
Powoli, wspólnie udało nam się posadzić nieznajomego
na fotelu i zapiąć mu pasy. Wsiadłyśmy do auta i już chwilę później jechałyśmy
w stronę mojego mieszkania. Cała droga minęła nam w ciszy. Bardzo się ucieszyłam,
że Vivi nie zasypała mnie stertą pytań, nie miałam do tego głowy. Nie dziwię
się, że jest moją najlepszą przyjaciółką, gdy tak dobrze wyczuwa mój nastrój.
Przy niej mogę się odprężyć, bo ona praktycznie rozumie mnie bez słów. Choć
czasem nie szanuje mojego zdania, ale robi to z miłości do mnie, więc nie mogę
się na nią gniewać. Kiedy byłyśmy już na miejscu, odpięłam pasy chłopaka i powoli
próbowałam wyciągnąć go z samochodu, a Vivi otworzyła drzwi. Następnie pomogła
mi zanieść go na kanapę w salonie. Przez chwilę gapiłyśmy się na siebie, aż
Vivi powiedziała.
- Widzę, że sama nie bardzo ogarniasz tego, co tu
się dzieje, ale musimy coś z tym zrobić, najlepiej zadzwonić na policję.
- Nie, nie możemy. – sama nie mogłam uwierzyć, w to
co powiedziałam. - Znaczy się, nie znamy powodu, dlaczego się tam znalazł,
najpierw poczekamy, aż się obudzi i wytłumaczy nam co nieco, wtedy najwyżej
zadzwonimy po policję.
- Dobra, masz rację- powiedziała cicho Vivi. -
Jednak musimy go przebrać, bo strasznie śmierdzi oraz jest mokry. – dodała.
W sumie miała rację, najlepiej to on nie wyglądał,
był cały mokry i śmierdział morzem. Gdy tak mu się przyglądałam, przypomniało
mi się co wcześniej zobaczyłam.
- I jeszcze trzeba go opatrzeć! Widziałam wcześniej
krew, chociaż chyba już ją woda zmyła.
- Vivi w piwnicy jest szafa, w której są stare
ciuchy po moich braciach, więc przynieś coś , musimy go przebrać, a apteczka
jest w łazience na szafce z kosmetykami. Ja za ten czas przygotuję ciepłą wodę
i trochę go umyję.
Kiedy byłyśmy już gotowe, powoli zaczęłam
rozwiązywać mu pas, kiedy szata opadła, naszym oczom ukazało się jego pięknie
umięśnione ciało, wtedy Vivi gwizdnęła, choć ja wzdrygnęłam się na widok rany
ciągnącej się od ramienia po same biodro.
- No, no ciało to ma seksowne. Brałabym go! Niezłe
ciacho znalazłaś. A rana nie jest taka zła na jaką wygląda. – powiedziała swoim
konspiracyjnym głosem i uśmiechnęła się do mnie.
-Masz rację, chyba wystarczy ją przemyć i
obandażować, żeby ją zabezpieczyć.-odparłam.
Przez jej pierwsze słowa zarumieniłam się. Choć bez
bicia, musiałam przyznać, że jak zawsze ma rację w takich sprawach, był
nieziemsko przystojny. Jednak szybko się otrząsnęłam i zaczęłam działać.
Zanurzyłam ściereczkę w wodzie i powoli przyłożyłam ją do jego ciała, najpierw
zaczęłam od rąk. Kiedy zmierzałam powoli w stronę jego klatki piersiowej,
poruszył się i coś niewyraźnie powiedział, ale nie otworzył oczu. Kiedy
skończyłam go myć, razem z przyjaciółką zabandażowałyśmy jego ranę, a następnie
przebierałyśmy go razem. Po czym poszłyśmy do kuchni przygotować jakąś kolację.
Dopiero jak wszystkie emocje opadły poczułam jaka jestem głodna.
- Jak myślisz co robił ten facet w wodzie? Może
chciał się zabić?- z niepokojem powiedziała Vivi.
- Proszę nie mów tak, może po prostu uczył się
pływać. – starałam się, przekonać samą siebie do tej wersji.
- Jasne… to po jaką cholerę brał ze sobą miecz i
dlaczego był tak ubrany? Dziwny koleś.
- Hm… masz rację. I jeszcze do tego dochodzi ta
rana.
- No widzisz! Dlatego mówię ci, że coś tu nie gra.
Znowu dzisiejszego dnia musiałam przyznać jej rację,
to nie było normalne. Jednak jak się obudzi wszystkiego się dowiemy,
przynajmniej mam taką nadzieję. Wszystko do kolacji było już gotowe, powoli
skierowałam się w stronę salonu, wtedy zobaczyłam go. Stał z mieczem w jednej
ręce, a drugą głaskał Rolfa. Nie, żebym uważała, że mój pies jest jakoś
szczególnie groźny, jednak zawsze był bardzo ostrożny, jeśli chodziło o obce
dla niego osoby, a z nim bez problemu się zaprzyjaźnił. Chwilę stałam i
obserwowałam ich. W tym momencie się odwrócił i nasze spojrzenia się spotkały,
więc przerwałam milczenie.
- Hej, pewnie jesteś głodny? Właśnie przygotowałam
kolację, masz ochotę coś zjeść?- zapytałam niepewnie, ale na szczęście głos mi
się nie załamał.
Odpowiedziała mi głucha cisza…
- Chyba, że wolisz wziąć kąpiel, napić się czegoś
albo iść dalej spać…?
Ponownie mi nie odpowiedział, dalej patrzył na mnie,
jeszcze przez chwilę przeszywaliśmy się nawzajem wzrokiem, aż tu nagle przeleciało
mi coś przed oczami. Jedyne co zdążyłam zauważyć to jakiś dziwny i niezwykle
szybki obiekt. Następne co dostrzegłam to biegnąca Vivi, która krzyczała:
- Stój, ty mały chuliganie…!!
Kiedy już nastała chwila spokoju, zauważyłam, że na
głowie naszego gościa siedzi kot Vivi. Czarny kot, który nie grzeszył kilogramami.
Na ten widok uśmiechnęłam się, aż tu nagle było słychać głośne i desperackie krzyki.
Nieznajomy zaczął się wyginać w różnych kierunkach, aż nagle upadł na ziemię i
wołał o pomoc.
- Zabierzcie tego futrzaka ode mnie! ZABIERZCIE!!!!
Stałyśmy jak zaczarowane, ale Vivi miała szybszą
reakcję i zabrała szybko kota na ręce.
Spojrzałyśmy na siebie, trochę niedowierzając w to co zobaczyłyśmy i po chwili wybuchłyśmy głośnym śmiechem. Dzięki temu nieoczekiwanemu zwrotowi akcji nabrałam więcej odwagi, aby podejść do nieznajomego, wysunęłam rękę w jego kierunku i się przywitałam.
Spojrzałyśmy na siebie, trochę niedowierzając w to co zobaczyłyśmy i po chwili wybuchłyśmy głośnym śmiechem. Dzięki temu nieoczekiwanemu zwrotowi akcji nabrałam więcej odwagi, aby podejść do nieznajomego, wysunęłam rękę w jego kierunku i się przywitałam.
-Miło mi Cię poznać. Nazywam się Olivia Rossi, a
obok mnie stoi Vivian Armstrong, na jej rękach znajduje się Neko, którego już
zdążyłeś bliżej poznać. A ty jesteś…?
W jego oczach było widać wahanie, jednak po chwili,
dosyć cicho i z lekkim rumieńcem zawstydzenia, odpowiedział.
- Nazywam się Ren, Ren Toru.
Jego głos był przyjemny dla uszu, uścisnął mi dłoń,
a ja się uśmiechnęłam szeroko, bo w końcu poznałam imię przystojnego
nieznajomego.
