4
„Ren Toru” – powtarzałam w
myślach, przedstawił mi się! Można by uznać to za sukces, gdyby nie to, że
najwidoczniej zrobił to pod wpływem chwili zaskoczenia spowodowanej atakiem
kota. Gdy już się uspokoił, jego zachowanie było zupełnie inne. Ciągle łypał na
mnie spode łba, zwłaszcza po podaniu kolacji, ponieważ najwyraźniej nie miał
nigdy do czynienia z widelcem. W ogóle nie radził sobie z jego użyciem, a gdy
zobaczył płytę indukcyjną, oparzył się, po czym zaczął coś wykrzykiwać w
niezrozumiały sposób i wymachiwał mieczem na wszystkie strony. Lodówka też była
dla niego niczym obcy z kosmosu, ją również chciał atakować.
Cudem z Vivi udało
nam się go powstrzymać i uspokoić. Od czasu, gdy się przedstawił, nie powiedział
do nas już ani słowa. Vivian dała sobie spokój i poszła odpocząć do salonu.
Zostaliśmy sami, a on patrzył na mnie groźnie, a jak do niego podchodziłam, to
było tylko gorzej. Od razu przyjmował pozycję, która była na wpół defensywna, a
na wpół ofensywna. Westchnęłam zrezygnowana, nie wiedząc, co mam robić. Przez
jakiś czas patrzeliśmy na siebie w ciszy, wtedy mogłam na niego patrzeć do
woli. Muszę przyznać, że jest nieziemsko przystojny. Przede wszystkim podobają
mi się jego oczy, ciemnoniebieskie wciągające niczym głębia oceanu. Można by
uznać, że jestem niegrzeczna, tak go lustrując od stóp do głów, ale on też
bezczelnie się na mnie gapił i co ja poradzę, że jest tak przystojny, że wzroku
nie można od niego oderwać? Cisza się przedłużała, co zrobiło się wręcz
nieznośne, więc zapytałam.
- Nie chcesz się wykąpać? –
przyglądałam się jego twarzy i jedyną oznaką tego, że mnie zrozumiał była brew,
która się uniosła do góry. – No to przynajmniej pozwól mi zmienić twoje
bandaże. – dodałam, wzdychając, na co on zmarszczył brwi, a w jego oczach
malowała się niechęć. – Tak to my nie pogadamy! - powiedziałam głośno zdenerwowana i znów
spotkałam się z cichym milczeniem.
Gdy już miałam wyjść, do kuchni
wszedł Neko, głośno miaucząc.
Nastąpił przełom, z gardła Rena wydobył się
krótki pomruk, a on sam znalazł się na drugim końcu pomieszczenia, jak najdalej
od kota. Pamiętając poprzednią reakcję mężczyzny, szybko wzięłam futrzaka na
ręce, z lodówki wyjęłam mleko, ze zlewu czystą miseczkę. Ren cały czas
przechodził z jednego kąta w drugi, byle by tylko uniknąć kontaktu z kotem.
- Vivi! – zawołałam krótko i z
salonu przyszła moja przyjaciółka. – Weź go na górę do mojego pokoju. Pamiętasz,
co się działo, a ja tu próbuję z nim rozmawiać. Chociaż ciężko nazwać rozmową
ciągłe gapienie się na siebie.
Vivian uśmiechnęła się pokrzepiająco i
powiedziała. – Powodzenia. Jakoś do niego przemówisz. Jesteś najlepsza w
rozumieniu innych ludzi. – poklepała mnie po ramieniu i poszła zamknąć swojego
kota w moim pokoju.
Patrzyłam, jak odchodzi, a po
chwili przypomniałam sobie, jak dobrze nieznajomy zareagował na psa. Jego
zachowanie było zupełnie inne, mojego pupila wcześniej głaskał, a na jego
twarzy można było dostrzec cień uśmiechu. W tym momencie to ja się uśmiechałam
jak głupia, bo wpadłam na pomysł jak dotrzeć do nieznajomego.
- Rolf! – zawołałam radośnie, a
Ren od razu wzmógł czujność. Lecz gdy tylko pies wkroczył do kuchni, rozluźnił
się, a przez jego twarz przeszła oznaka ulgi. Ja zaś planowałam dalsze
działania, czyli kąpiel i zmiana bandaży. – Rolf, zabierz go do łazienki.
Pies zaszczekał, podszedł do
mężczyzny i ciągnąc go za rękaw, prowadził go do łazienki. Ren szedł za nim
posłusznie, a ja nie ruszałam się z miejsca, żeby go nie spłoszyć. Woda w
wannie była przygotowana, więc chłopak, wiedząc, że się nie poddam, umył się
posłusznie. Później pozwolił mi zmienić swoje bandaże, choć starał się odsunąć
ode mnie najdalej, jak tylko było to możliwe i musiałam uważać, żeby go nie
dotykać go za dużo. W dalszym ciągu również łypał na mnie groźnie. Spojrzałam
na zegar, było już grubo po północy, a Vivi smacznie spała w moim pokoju.
Westchnęłam cicho i powiedziałam.
- Czas spać. Chodź za mną.
Zero odpowiedzi, ale posłusznie
szedł za mną, a u mojej nogi dreptał Rolf. Wspinając się po schodach,
zastanawiałam się czy jeszcze będzie mi dane usłyszeć jego głęboki głos, który
nadal odbija się echem w mojej głowie. Zerknęłam na niego, a na jego twarzy
ujrzałam zmęczenie, niepewność i cień strachu. W sumie to nie takie dziwne
skoro jest sam, w zupełnie obcym miejscu i pewnie nawet nie wie jak wrócić do
domu. Serce ścisnęło mi się ze współczucia, ale nie odważyłam się go dotknąć,
bałam się jego reakcji. Na końcu korytarza otworzyłam drzwi do pokoju
gościnnego i wpuściłam go do środka.
- Tu możesz spać. Na dole w
kuchni możesz korzystać ze wszystkiego, jak chcesz, napoje są w lodówce.
Toaletę masz naprzeciwko. Wszystko pokazałam ci wcześniej. Rolf zostanie z
Tobą. Dobranoc.
Powiedziałam, Ren patrzył na mnie,
po czym kiwnął głową i zgiął się w głębokim ukłonie. Uśmiechnęłam się i
pomachałam mu, zamykając drzwi, dostrzegłam jeszcze, że siada na łóżku obok
leżącego na nim psa. Oparłam się o zamknięte drzwi i wspominałam wydarzenia z
całego dnia, był to intensywny dzień, a zarazem niezwykły, tajemniczy oraz
męczący. Nie wiedząc, co przyniesie jutro, wzięłam szybki prysznic i poszłam
spać. Zasnęłam niezwykle szybko, a w snach nie opuszczał mnie tajemniczy
samuraj Ren Toru i jego miły dla ucha głos.
Obudziłam się o 8 rano, gdy po
twarzy przemykały mi promienie słońca. Przeciągnęłam się i wspominałam moje
senne marzenia. Sama zdziwiłam się, że mężczyzna, aż tak mnie zainteresował.
Jeszcze nigdy mnie to nie spotkało i nie uważałam, żeby było mi to jakoś
szczególnie potrzebne. Lecz Ren miał w sobie coś, przez co nie mogłam przestać
o nim myśleć i w sumie mimo trudnych początków sprawiało mi to przyjemność. Z
zamyślenia wyrwało mnie chrapnięcie Vivi, która okupowała moje łóżko i zabiłaby
mnie, gdybym wypomniała jej chrapanie. Postanowiłam zrobić śniadanie, a
następnie sprawdzić jak ma się mój gość. Przygotowałam kanapki, jako że były
najprostsze i najszybsze do zrobienia. Gdy wchodziłam po schodach, zobaczyłam,
że drzwi do pokoju gościnnego są otwarte. Targana złym przeczuciem wbiegłam na
górę, przeskakując niektóre schody. Wpadłam do środka, ale jego tam nie było.
Łóżko dalej było zaścielone i nie wyglądało, jakby ktoś tam spał. Po moim
pupilu też nie było ani śladu. Szybko zbiegłam po schodach i chwyciłam kluczyki
do samochodu przyjaciółki. Nie powinna się obrazić, zwłaszcza że budząc ją,
zmarnowałabym tylko cenny czas, ponieważ ma kamienny sen. W pośpiechu chwyciłam
również kanapki, bo jak to moja mama miała w zwyczaju mówić „Na głodnego nic
nie wymyślisz. Najpierw trzeba się najeść i dopiero rozmawiać ze sobą”.
Wsiadłam do samochodu i udałam się na poszukiwania. Do głowy przychodziło mi
tylko jedno miejsce, w którym mógłby być i to tam postanowiłam udać się
najpierw. Po 15 minutach byłam na miejscu. Wysiadłam z samochodu i zobaczyłam
go. Odetchnęłam z ulgą, że udało mi się go znaleźć bez problemu.
Siedział nad
brzegiem rzeki i spoglądał na zachód słońca. Wyglądał, jakby chciał sobie coś
przypomnieć, zrozumieć, a jego oczy patrzyły poza horyzont. W pewnej odległości
siedział Rolf i uważnie obserwował samuraja. Podeszłam do niego i głaskając go
po głowie, powiedziałam.
- Dziękuję, Rolf. Pilnowałeś go,
prawda? Dobry pies.
Z niepokojem kroczyłam w kierunku
samotnej sylwetki, nie wiedząc co powiedzieć. Serce podskakiwało mi z każdym
spojrzeniem na jego piękną twarz, ale to nie tylko twarz mnie w nim fascynuje,
cały był piękny, wręcz nieziemski, a jego męski głos już w ogóle był
niesamowity. Przez to podziwianie, zapomniałam się i o mało na niego nie
wpadłam.
- Przepraszam. Zapatrzyłam się. –
powiedziałam szybko zawstydzona.
- Uważaj, jak chodzisz, dziwna
kobieto. – odparł, nie patrząc na mnie.
Zaskoczona tym, że coś
powiedział, zaniemówiłam, ale w mojej głowie rozpoczęła się burza „Dziwna
kobieto? O co mu chodzi?”. Wcześniej zapalczywie milczał, a tu nagle się odzywa
i to w taki sposób. Wpatrywałam się w niego osłupiała. Nie rozumiem jego
zachowania, stroju, który jest jakby z innej epoki, już wszystkiego nie
rozumiem. Nie wiedząc, co robić osunęłam się na ziemię obok niego i milczałam. Z
każdą sekundą chce wiedzieć o nim więcej, jednak nie mam jak go zapytać. Muszę
przyznać, że jestem nim zafascynowana, ale on jest taki skryty, unika mnie. Zachowuje
się tak, jakby w każdej chwili mógł i chciał uciec, ale nie wie jak. Nie wiem
jak go przed tym powstrzymać, skoro widać, że bardzo tego pragnie, że pragnie
znaleźć się w zupełnie innym miejscu. Powoli głowa mi pękała od tego myślenia,
więc wyciągnęłam kanapki i jedną podałam mu, a on spoglądał na mnie
podejrzliwie.
- Musisz jeść. Nie wiem, skąd
jesteś i kim jesteś. Nie wiem, dokąd czy do kogo próbujesz wrócić, ale jak już
cię przygarnęłam, to ci pomogę. – on milczał, patrząc na mnie bez zmiany wyrazu
twarzy. – Nie możesz mi zaufać? Zrobiłam ci coś złego? Nic! Staram się tylko
pomóc. – Ren tylko spuścił głowę, unikając mojego spojrzenia.
- Nie, nikomu nie zaufam. – rzekł
cicho po chwili.
- Czemu? – z moich ust wydobyło
się pytanie, jeszcze zanim zdążyłam pomyśleć.
- Ludziom nie można ufać. Każdy
ma jakieś ukryte intencje. Nikt nie pomaga bezinteresownie. – powiedział,
twardo podkreślając każde słowo.
- Nie wszyscy ludzi są tacy sami!
– powiedziałam wzburzona. – Nie wiem, kogo do tej pory spotkałeś, że tak
myślisz, ale nie oceniaj mnie, skoro mnie nie znasz! Ja chcę po prostu pomóc,
zwłaszcza że widzę, jak cierpisz i jesteś samotny!
Drgnął, ale nic nie powiedział.
Twardo milczał i nawet nie raczył na mnie spojrzeć. Byłam zdenerwowana,
poruszona, a zarazem rozbita. Nie wiedziałam jak mam go do siebie przekonać,
już miałam zrezygnować, ale usłyszałam szczeknięcie Rolfa. Spojrzałam na niego
i wiedziałam, że nie pozwoli mi się poddać.
- Lubisz Rolfa, prawda? –
zapytałam, a on ponownie drgnął i tylko skinął głową twierdząco. Uśmiechnęłam
się, widząc zwiększające się szanse. – Ufasz mu? – odpowiedziało mi kolejne
skinięcie.
- To zaufaj mu w sprawie osądu
ludzi. Jestem jego właścicielką, ufa mi i właśnie w tym momencie pilnuje, żebym
się nie poddała, żebym nie rezygnowała, bo wie, że ja nigdy się nie poddaję i
zawsze walczę do końca. I czy tego chcesz, czy nie będę tu siedzieć i czekać,
aż zaufasz mi na tyle, że dasz sobie pomóc! – skończyłam, akcentując ostatnie
słowo i z dużą pewnością siebie wgryzłam się w kanapkę. W końcu muszę mieć
siłę, żeby sprostać zadaniu. Ren dalej milczał, ale jego ręce ruszyły się,
unosząc jedzenie do ust. Udało się! Zrobiłam, znaczy się, my zrobiliśmy
postępy. Gdy zjedliśmy, rzuciłam krótko.
- Już późno, wracajmy, bo Vivian
będzie się martwić.
Wstałam i chłopak również,
ruszyliśmy w drogę powrotną, a Rolf, widząc to, zaszczekał głośno,
nieprzerwanie machając ogonem.
C.D.N~.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz